Poznajcie naszych Sportowców!  

Rafał Omelko – Mistrz Świata w sztafecie 4x400 m w Halowych Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce, Birmingham, marzec 2018. Wraz z zawodnikami z drużyny ustanowił nowy rekord świata z czasem sztafety 3:01.77.
Joanna Linkiewicz i Natalia Kaczmarek - biegły w biegu półfinałowym kobiecej sztafety 4x400 m, która w finałowym starciu wywalczyła 2. miejsce. Joanna i Natalia przyczyniły się do tego sukcesu i otrzymały srebrne medale.
Martin Kaczmarski – prezes Kaczmarski Group, skupiającej firmy pomagające w utrzymaniu płynności finansowej przedsiębiorstw, w tym program Rzetelna Firma. Prywatnie sportowiec - kierowca rajdowy. W 2014 r. zadebiutował w legendarnym Rajdzie Dakar i ukończył go na 9 miejscu.

Specjalnie dla uczestników Programu Rzetelna Firma przygotowaliśmy rozmowę z naszymi sportowcami!

Martin Kaczmarski: - Podziwiam Was, bo sam jestem sportowcem i wiem, ile wysiłku trzeba włożyć w osiągnięcie takich wyników i jak wiele zależy od zdrowia. Po wypadku na Mistrzostwach Świata musiałem zrezygnować z rajdów terenowych. Po rehabilitacji wróciłem za kierownicę, ale już mniejszych i bardziej bezpiecznych rallycrossowych wyścigówek. Serdecznie gratuluję Wam wielkiego sukcesu i czekam na więcej. Co jeszcze można osiągnąć w sporcie będąc Mistrzem Świata?

Rafał Omelko: - W mojej kolekcji brakuje medalu olimpijskiego. Z perspektywy lekkoatletyki to najcenniejsze trofeum. Jestem bardzo zdeterminowany, aby je zdobyć, bo po sukcesie na ostatnich Mistrzostwach Świata apetyt mój i kolegów ze sztafety bardzo wzrósł. Najbliższe igrzyska odbędą się w 2020 roku w Tokio. Myślę, że gdyby udało się zbudować formę taką, jak teraz i nie przytrafią się niespodzianki ze zdrowiem, to jako sztafeta jesteśmy w stanie wywalczyć medal dla Polski. Przed nami dużo pracy, ale cel nas mobilizuje. Zobaczymy, czy się uda, bo mamy jeszcze trzy sezony, a lata lecą (śmiech). Dla lekkoatlety 29 lat to dużo.

Joanna Linkiewicz: - Moim sportowym marzeniem jest zdobycie złotego krążka, indywidualnie lub w sztafecie. Dla każdego sportowca, który ciężko trenuje i osiąga dobre wyniki, najważniejszy jest właśnie medal olimpijski. Będzie super, jeżeli dostanę szansę startu w sztafecie w Tokio. Jednak mój plan to znaleźć się w finale biegu indywidualnie. Finał to naprawdę duże osiągnięcie, niezależnie od zajętego miejsca.

Natalia Kaczmarek: - To mój pierwszy medal [w Birmingham], więc przede mną długa droga. To także pierwszy rok, kiedy wyszłam z kategorii wiekowej juniorów. Mam 20 lat, dla mnie wszystko dopiero się zaczyna. Wyjazd na igrzyska byłby dla mnie wielkim wyróżnieniem. W przyszłości chciałabym powalczyć o dobre miejsce startując w sztafecie.

RO: - Wejście do finału igrzysk w biegach, zarówno płaskich, jak i przez płotki, to wielka sztuka. W tej dyscyplinie jest potężna dominacja genów afrykańskich. Ciężko konkurować z tymi zawodnikami. Nadzieją dla Europejczyków są biegi na średnich dystansach, bo nie ma tam zbyt wielu Afrykanów, więc rywalizacja jest możliwa.

MK: - Udaje mi się łączyć pracę z ukochanym hobby, ale potrzebny jest kompromis, bo jedna i druga dziedzina wymagają czasu. Ile godzin pochłaniają Wasze treningi?

JK: - Jeśli jesteśmy we Wrocławiu, trenujemy około 2,5 godziny dziennie. Jeżeli wyjeżdżamy na zgrupowanie, najpierw mamy półgodzinny rozruch, następnie 2,5-godzinny trening, przerwa i ćwiczymy kolejne 2 godziny. Od poniedziałku do soboty.

MK: - Może zorganizujemy wspólny trening, ale boję się, że mogę nie przeżyć kondycyjnie takiego wysiłku (śmiech).

RO: - Czasem trzeba nadrobić zaległości związane z problemami zdrowotnymi i żeby zbudować formę, musimy też trenować w niedziele. Bycie sportowcem to tak naprawdę 24-godzinny etat, bo organizm jest naszym narzędziem pracy i nawet poza treningami musimy dbać o kondycję, wyspać się, prowadzić higieniczny tryb życia.

MK: Jak lubicie spędzać wolny czas, gdy już go znajdziecie?

JL: - Najchętniej czytam książki.

NK: - Również z książką w ręku. Lubię też oglądać seriale.

RO: - Zdecydowanie kino. Na sport nie mam czasu. A poważnie: trzeba umieć się zregenerować, bo po dużym wysiłku organizm się o to upomina.

MK: Dla mnie odpoczynkiem jest najczęściej muzyka i wyciszenie. Wtedy potrafię się szybko zregenerować przed następnymi zawodami czy treningami. Ale ta przerwa nie może trwać za długo. Szybko zaczyna brakować mi adrenaliny i rywalizacji, nawet tej z samym sobą. Ale to chyba paliwo każdego zawodowego sportowca?

RO: - Najlepsze jest to, że widzi się efekty swojej pracy. Poczucie, że samemu zapracowało się na wyniki daje dużą satysfakcję. Jednak biorąc pod uwagę, że 300 dni w roku trenujemy, wyjeżdżamy na zgrupowania i zawody, widać, jak bardzo absorbujące jest to zajęcie.

NK: - Zgadzam się z Rafałem, jeśli chodzi o zalety wyczynowego sportu. A najbardziej nie lubię tego, że ciągle nas nie ma. Pochodzę z Lubuskiego, tam mam rodziców, a mieszkając, studiując i trenując we Wrocławiu widzę ich tylko raz na kilka miesięcy. Po wyjazdach sportowych muszę jeszcze nadrobić zaległości na uczelni i koło się zamyka. Nie starcza już czasu na odwiedziny w domu.

JL: - Radość z własnych osiągnięć to najjaśniejsza strona. Najbardziej przeszkadza mi jednak to, że przez uprawianie sportu cierpią nasze przyjaźnie. Jesteśmy pochłonięci treningami, wyjazdami, podporządkowujemy się rygorowi, a w tym czasie znajomi gdzieś odpływają.

MK: - Sport to wyjątkowe emocje dla zawodników i kibiców. Ludzie chętniej oglądają jednak piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę, niezależnie od poziomu rozgrywek, a motosport czy lekkoatletyka, w której Polacy odnoszą sukcesy, nie przebijają się do masowej świadomości. Jeśli zatem nie bieganie, to co? Jaka inna dyscyplina Was jeszcze pociąga? Joanna, Natalia, może boks?

JL: - (Śmiech). W moim przypadku to piłka ręczna, którą uwielbiałam już w gimnazjum.

NK: - Zdecydowanie tenis.

MK: - Rafał, Ciebie widzę jako łyżwiarza figurowego (śmiech).

RO: - O nie… Od dawna fascynuję się jeździectwem i myślę, że po zakończeniu kariery sportowej to ożyje.  Zawsze lubiłem spędzać czas z końmi. Mam też rodzinne tradycje, bo kuzyn i kuzynka jeżdżą zawodowo. On skacze przez przeszkody, ona trenuje ujeżdżenie.

MK: - Jeżdżąc w rajdach równocześnie studiowałem i wiem, że to jak ogień i woda, żywioły, które niełatwo pogodzić. Rafał, jak udaje ci się łączyć wyczynowe uprawianie sportu z robieniem doktoratu na Akademii Wychowania Fizycznego?

RO: - Jestem na drugim roku i choć nie jest to łatwe, na razie daję radę. Wrocławski AWF jest przyjazną uczelnią, wspiera mnie w pracy naukowej. Korzyści są obopólne. Uczelnia może pochwalić się sportowcem-doktorantem, a ja mogę pogodzić sport z nauką. W maju planuję przeprowadzenie badań do pracy doktorskiej, co przysporzy mi dodatkowych obowiązków.

MK: - Jaka będzie tematyka pracy doktorskiej?

RO: - Robię doktorat w Katedrze Lekkoatletyki, więc w naturalny sposób zdecydowałem się na przeprowadzenie badań związanych z biegiem na 400 metrów.  Na razie mogę powiedzieć, że będę porównywał pod kątem biomechanicznym i fizjologicznym starty najlepszych chłopaków z Polski biegających na tym dystansie. Będą to kompleksowe badania, bo planuję także pomiary z dronów. 

MK: Dziękuję za rozmowę. Życzę Wam dalszych sukcesów na bieżni i poza sportem oraz trzymam kciuki za start na igrzyskach w Tokio.
Więcej
Telefon

71 77 37 077

E-mail

INFO@RZF.PL